Wszystkie »

  • Wpisów:49
  • Średnio co: 47 dni
  • Ostatni wpis:6 lata temu, 18:54
  • Licznik odwiedzin:7 793 / 2375 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
dwa tygodnie? żartujecie?
czytając ostatni wpis mam wrażenie, że minął conajmniej miesiąc! poniedziałek, ten z ostatniej notki, rozpoczął nowy, krótki rozdział w moim życiu. i nigdy bym się tego nie spodziewała. tydzień wystarczył, bym zapałała do Ciebie tak ogromnym uczuciem. tak ogromnym, że nie przeszkadzało mi jeżdżenie do Ciebie 40 minut w jedną strone, że mogłam codziennie Cię widywac, a tematy nam się nie kończyły, że tęskniłam po godzinie Twojej nieobecności. przesłodkie żarty, potajemne komplementy, niezwykła otwartość, to, że myślelismy to samo, ciągle padały te same słowa lub 'właśnie miałem to powiedzieć!'. siedząc przy grzejniku na przerwach, łączac sie ze szkolnym wifi, pokazując nasze rozmowy Kindze, Wiktorii, Oli, każda na twarzy miała uśmiech. nie tylko dlatego, że naprawdę świetnie się dogadywaliśmy, ale także bo tak wielką przyjemnośc mi to sprawiało. wszyscy mysleli, że tym razem wyjdzie. że to kwestia kilku krotkich, ale wspaniałych i znaczących tygodni. a tu bum, jedna sprawa, uspokojenie emocji, kolejny, mocniejszy cios. ostatni raz czułam się tak w lipcu. ostatni raz czułam się tak pusta i zagubiona w czerwcu zeszłego roku. ostatni raz straciłam tyle włosów, wypłakałam tyle, zgubiłam się w mojej własnej okolicy... nigdy, nie było takiej sytuacji. zszokowana byłam nie tylko ja, na ciekawskie, lecz miłe pytania, padała moja druzgocąca odpowiedź, której nikt sie nie spodziewał. smutne? a jakże. boję się, że tak właśnie bede już trafiać. wciąż nie wierze, że już nie wyjdzie. plusami sa oczywiście niezwykłe wspomnienia oraz fakt, że Daniel odszedl w niepamięć. dosyć szybko, ale i na stałe, jestem tego pewna i cholernie dumna.
*ze sobą czuję się fatalnie.*
na początku byłysmy dwie, potem osobno, znowu razem, nagle w trójkę, ale chyba ja byłam tą trzecią. i choć nie zawsze życzyłam wam dobrze, po kilku małych spięciach było miedzy nami naprawdę dobrze. okazało się jednak, że to jedynie przykrywka. jak się czujesz w sytuacji, gdy dwie najbliższe Ci osoby, wprost się nie cierpią? gdy jedną błaga, prosi o wybaczenie, w czasie gdy drugiej zupełnie to nie obchodzi? co robisz, w chwili, gdy wiesz, że każda ma troche racji? gdy musisz pocieszać obie w tym samym momencie, słuchać jak każda mówi o drugiej? każda ma inną wersję, inaczej okazuje uczucia. każda oczekuje wsparcia i uwagi na własnej osobie. i jestem po środku. w jebanym środku, kręcisz się między dwoma domami, dwoma relacjami, dwustoma łzami i głupiejesz. sama się w tym wszystkim gubię i nie potrafię odnaleźć. najgorsze jest to, że obawiam się, że tym razem za sobą nie zatęsknicie.
Kinga, moja biedna mała Kinga, u której po raz kolejny coś zostawi ślad na jej psychice. siedzi pewnie teraz ubrana w najlepsze ubrania, ze stalową miną, oparta o ścianę, z wyprostowanymi nogami i słucha muzyki. tak jak ją zostawiłam. tak jak w chwili gdy przy niej płakałam, smarkałam się i pocieszałam. ale sprawa jest bez wyjścia, jutro nadejdzie jej ostateczny koniec, ale Ty nie zapomnisz, no. nie uda Ci się. i nie mów tego, co mówisz. chyba sama w to nie wierzysz. i jedz, błagam Cię, tylko kurwa jedz.
oceny mam naprawdę dobre, przy minimum wysiłku. w szkole poprawia sie, 3+ z fizyki, ogarniacie to ? *za ogromny sprawdzian.* to moja największa chluba. po chwilowej panice, opanowałam materiał z matematyki, nieźle idzie mi z biologii, chemii i geografii.
w domu, pustki. każdy żyje swoim rytmem, według własnych upodobań. w niedzielę powinniśmy być wszyscy razem, nie ? po moim krótkim spacerze z Rafałem nie było nikogo. i tak jest co tydzień, codziennie. Ci mi to przeszkadza? niebardzo. upajam się ciszą i spokojem. szczególnie w taką pogode jak dzisiaj. włoską. włosko zimową. piękne słońce, ciepełko a do tego błyszczący śnieg. a do tego Coldplay, The xx, whatever.
tęsknie za moim bratem, którego widuję coraz mniej i nie zapowiada się inaczej. tęsknie za czasami, kiedy dobrze dogadywałam sie z mamą. za moją starą klasą. za wakacjami, nawet tym jebanym lipcem, już wtedy było lepiej. chcę czuć się bardziej beztrosko, patrzeć z nadzieją w przyszłosć i tak, kochać i być kochaną, bo tak mi tego brakuje, że zwyczajnie usycham.

*edit* brzmi tragicznie, jest lepiej niz wyglada. co nie znaczy, że dobrze. xoxo*
 

 
poprawia się, ojej !
rodzice zabiją mnie za rachunek za telefon. przez najblizsze 10 dni nie będe z niego korzystac w żaden sposób, by jakoś sie to wyrównało. naucze sie zaraz na matme, polski olewam. nie lubie Cię, Ty mnie wkurwiasz, dla reszty jestem miła, pełna energii, zaczynamy się wszyscy lubić. jest dobrze ! poznałam dziś na jedynce kilka przesympatycznych osób, nie spotkałam osoby, której spotykac nie chciałam, ładnie wyglądalam, jest dobrze. od jutra się spinamy, ułatwione zadanie, bo jutro jakis niedobry obiad, to się nie zje. do przodu !
 

 
zdziwiły mnie pytania, czy są moi rodzice w domu oraz fakt, że nikt nie chciał wracac ze mną ze szkoły, wszyscy szybko wybiegli i natychmiastowo znikneli. wracałam sobie sama, no, z Coldplay, Foster The People i chyba Pezetem. i znowu mnie zaskoczyliście. i wzruszyliście. myslałam, że padnę gdy zobaczyłam 5 najważniejszych osób siedzących na moim łozku i żwawo dyskutujących. "jestesmy tu dla ciebie, pomóc ci." i tak spędziliśmy kilka godzin, jedząc owoce, śmiejąc się, opowiadając żarty, udając Zjaranego Zbyszka, ale także powaznie rozmawiając.i to było przesłodziutkie, i to tak bardzo podniosło mnie na duchu, i bardziej pozytywnie patrze w przyszłość. bardzo ciesze sie z Kają i Kingą. z problemami Rafała nie ma żartów. coraz później wracam do domu, ale lubię to. cudem ominał nas dziś spr z polaka, jak dobrze, nie umiałam nic ! jak dziwnie mi, gdy pojawiam się w pytaniach do niego na formspringu. jak dziwnie gdy rano pada a potem jest piękne słońce. jak zjebaną prostownice mam. a za to jaką siostre kochaną. dzisiejsza noc będzie świetna.
 

 
ostatni raz tak źle było w lipcu, gdy zostałam zraniona najbardziej w całym swoim życiu. a bywaly już różne kłopoty, rózne niesympatyczne sytuacje, z którymi juz wczesniej się spotykałam. od dzisiaj wiem, że po prostu nie mam na co liczyc, niepotrzebnie i bezpodstawnie zbudowałam sobie nadzieje na rzeczach, które były dla Ciebie naturalne. cały czas liczylam, że a może jednak, że tego sie tak nie zapomina, że teraz się ułoży. jak widac jednak nie : ) obecnie ryczę, wyrwałam garsc włosów, udaje ze jest okej. laduje mi się Plotkara wiec ewentualnie łzy zrzuce na wzruszenie lub smutek z powodu serialu. nie wiem czy pojde jutro do szkoły. nie wiem co jeszcze szykuje rok 2012, ale tak cholernie sie boje. i tak cholernie to boli.
 

 
tak troche mi sie nie chce. troche bardzo.
poniedziałki są żałosne a moj plecak waży z tone.
moglibyście otworzyć tą szatnie, bo zaraz zgubie kurtkę.
miałam dzisiaj zrobić wiele, nie zrobiłam nawet ciutkę.
kocham Nicole i Rafała.
lubię gubić się na Kiepury i nie wiedzieć gdzie mam przystanek.
chętnie zmienię imię.
chętnie załatwie to za Kingę, brakuje mi tych emocji.
wtorek na jedynkę ?
najgorszy sen ever. byłoby lepiej gdyby nie był na tyle realistyczny.
prawie poplakałam sie,gdy padł mi dziś laptop.
zwyczajna, codzienna sytuacja, która była jakaś taka głębsza.
dlaczego wszystko odkładam na ostatnią chwilę, liczę na dobre zakończenie, że jednak zdąrzę, że się uda, a nastepnie wszystko sru, upada, jebie się ? dlaczego nie potrafie być systematyczna ?
kolejny przykład: jutro w biologii przeszkodzi mi "Plotkara". tęskniłam.
moja tapeta denerwuje mamę, oh, to takie smutne.
liceum ostro daje się we znaki.
obiecałam sobie skupienie sie na 3,4 przedmiotach. nawet to mi nie idzie.
jutro kiermasz, utyję 50 kilo.
odwiedzą mnie jutro moje gimbuski, ojej<3
staczam się oglądając Twoje zdjęcia na stronie szkoły.
i w moim folderze o dziwnej nazwie.
trochę zapominam, czasami, w takie weekendy jak ten.
gdy Cie nie widuję.
gdy się tak dobrze bawie.
jednak potem moje nóżki kierują sie w miejsca gdzie możesz być i bywasz, faktycznie.
i moja wątroba przeskakuje w okolice gardła.
i znowu robisz mi nadzieję.
i znowu musze się żalić.
i gramy od nowa.
spierdalaj z mojej klasy.
Kaja, będzie dobrze !
rodzice mnie zabiją za rachunek za telefon.
nie polecam wchodzenia na neta 'na 5 minut' bez wifi.
chcę to zakonczyć, ale nie bardzo wiem jak dyplomatycznie to zrobić,eh.
to mi dzisiaj w duszy gra.
 

 
a dzisiaj (nie, sory, wczoraj, aaaa) bawilam się swietnie.kilka godzin mówienia o jednym, planowania, zastanawiania się, podniecania. dzieny mamo, za dobry obiad, Kinia bardzo chwaliła. my, jako skejty. ale prawdziwe. z deskami, koszulami w krate, vansami, full capami lub czapkami a la skarpety. nagrywanie filmików na filmik klasowy. 'Who let the dogs out', 'Klata, plecy, barki' czyli my na siłce oraz my z psami, prawdziwym i dwoma pluszowymi. nasze super extra muły na brzuchach, narysowane pastelami, troche nie chce zejść, nie polecam. zagadanie do fajnego chłopaka. zdjęcia na przystanku. 'ja nie chce jechac z tą deską, zawiń mi w papier prezentowy'. machanie, pozowanie do przejeżdżających aut. wyjebywanie się na dupe. siniak na udzie. zjeżdzanie we dwie z górki. głupie dziewczyny z naszej klasy. jutro Rafał, z którym szwędam się w czasie kiedy powinien być na mszy, o niedobry. upublicznił nasze skejtowskie zdjęcie, które miał zachować dla siebie. to smutne, że wszyscy myśla, że zmieniamy stylówe. hejtów brak. troche chce poniedziałek, troche nie. trochę o Tobie zapominam, bo tyle się dzieje i zaczynam rozumieć, że to Ty powodujesz tak wiele problemów. choć tak naprawde to chce mieć z Tobą kontakt, kurcze. lubiłam te odpały, ten śmiech, te fontanny i wszystko. cudowna, zakochana Kinia. uda sie, no, na pewno. wszystko o tym świadczy. cudowny Maciek, ojej. tak bardzo mu współczuje, bo tak bardzo nie jestem tego warta. Robercik, spotkajmy się. mc wadżajna powraca, suko. "DID YOU MISS ME ? OŁŁ JEEEEA. WHAT WHAT ?". show me your genitals. i am super super famous, super famous, super famous, bitch. Kuzko dance. Eminem. Śmierdzonka "xD". niezapowiedziana wizyta u Kaji, jej mama w drzwiach, choć miała być sama. Korniszon. OUR LADY IS LOOKING AT YOU. cudny zapah nowego płynu do kąpieli mamy. muszę wyrobić miesięczny. przypomnijcie mi, że 15 mam lekarza, błagam, bo zapomnę. wszystko idzie w dobrym kierunku, teraz proszę, niech to trwa. tak bardzo proszę. chyba w koncu się nalezy.
 

 
*ani dobrze ani źle*
wczorajsza niepotrzebna kłótnia z Kingą. humor jednak poprawila mi pewna sytuacja i to tak dobrze, że uśmiechnięta chodzilam do konca dnia. nie mogłam spodziewac się niczego słodszego niż to, że odłączyles się od kolegów, podszedłes z rozpostartymi ramionami, uścisnąłeś, podniosłeś i ucałowałeś. i co miałam zrobić ? albo mogłam spaść albo skrzyzować nogi na Twoich plecach. wiadomo co wybrałam. potem tylko ukuło mnie coś, gdy padło pytanie 'jesteście parą ?'. szkoda, że poszedłeś, ciekawa jestem Twojej reakcji. fajnie, ze dzisiaj wpadłeś i zjadłeś ze mną obiad. że wziąles piwko bo mieliśmy czym popić. że tak zajebiście wyglądałeś i że przytulasz najlepiej na świecie. uwielbiam długie przerwy. mam fajnego kolege na geografii. lubię gdy nie ma babki od anglika i mamy wszyscy razem. uwielbiam odprowadzać Kingę do domu. gdy słońce pada na moją twarz i jest mi tak przyejmnie cieplutko. rozśmieszyly mnie dzisiejsze słowa 'ładnie wyglądasz'. nie, nie byłam w pięknej koronkowej sukience, a bluzie, prawie baskeciarskiej bluzie. z Kają najlepiej jara się naszymi przygodami z obiektami westchnien w roli głównej. jaka pyszna była dziś herbata w automatach. jak bardzo martwilam się wczoraj o Rafała, ale jest lepiej niż myslałam. Arek i ja mieliśmy taka cudowną randkę w mięsnym. tak chcę tę impreze za dwa tygodnie. nie wiem czy moge przyjść na tą piątkową w 1. chciałabym, ale całkiem prawnie, jako uczennica owej szkoły. lubie was jako parę. chce, by moje włosy rosły szybciej. udało mi się schudnąc i to widac gołym okiem. minus ? lecące spodnie z dupy. nie chce jutro na te 8 godzin do szkoly. pozmieniałam hasła i wciąz zapominam. ciesze się na sobote, którą spędzimy sobie we dwie, ale niekoniecznie spokojnie, hihihi. mam ochote na koniec dać jakiś mądry cytat ale po głowie chodzi mi jedynie "nienawidzę gościa, ale chciałabym by tak zwyczajne na codzien sprawial ci radość" oraz "bolą cię nogi ? bo cały czas chodzisz mi po głowie"<3.
a wiecie jak czuje się ogórek w śmietanie ?
mizernie.
jutro pierdole Muzyczną. nikt nie wie jak dobrze mi, gdy tego słucham.
  • awatar EgzystencjalnyPaw .: przestań mi tu o Arkach, bo ja mam jednego w grupie i jest on gejem hshshshshshs
  • awatar her morning elegance.: o Pezet, dobre. wracam ostatnio z koleżanką ze szkoły i nagle zaczyna ją boleć oko. 'coś mi wpadło do oka, to chyba ty'
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


oh tak, żyjemy w pięknym świecie.
kocham słońce ogrzewające mnie w niedzielne południe. kocham widzieć, jak błyszczą w nim moje włosy. naciągać rękawy swetra po nadgarstki i ścisnąć, jak pary ściskają się za ręce, mocno, jakby się nie chciało puścic. nigdy. siedząc na ławce podciągam kolana i opieram na nich brode. jest więcej ludzi niż zazwyczaj, ze względu na jarmark staroci. dziwnie pachnie. dziwne tłumy, a jednak jest cicho. albo mi się wydaje. wiatr wieje i sprawia, że włosy łaskoczą mnie po twarzy i szyji. zamykam oczy i wyobrazam sobie jak w danej chwili wyglądam. otwieram oczy i ojej, Ty. chciałam odwrócic wzrok albo wgl spierdalać, ale patrzysz i uśmiechasz się. nieswojo mi, że znowu przyłapujesz mnie w tak niezwykłej chwili. podchodzisz, częstujesz lodem, odgarniasz włosy z mojej twarzy i mowisz coś, ale nie chce mi sie słuchać. ciesze się gdy ktoś Cię woła i gdy klepiesz mnie po kolanie. nie poczulam zbytnio Twojej obecności. jakbys był mi obcym człowiekiem, który usiadł na ławce by chwile odpocząć. przypadkiem obok mnie. i nie wiem czy naprawdę wariuję, czy to fizyka niszczy mi psychike. i tak siedze, Bóg wie ile. i tak nie chcę jutrzejszego dnia. i tak pragnę znów Cie spotkać i inaczej zagospodarować dany nam czas. wracam do domu i jem pyszny rosół. dziękujkę mamie, że wyczuwa chwile i robi dobry obiad akurat wtedy, gdy go potrzebuję. zabierzcie mnie stąd. zabierzcie mi co chcecie, te nowe ciuchy, dobre wyniki w nauce, relacje z rodziną, takie zwykłe niezwykłe rzeczy. i dajcie jedną. ktora śni mi sie nocami, o której marzę na lekcjach, która staje mi przed oczyma, gdy słucham pewnych utworów. tęsknie za beztroską, wakacjami 2011 oraz chyba rokiem 2010, o ironio.
*2012 rok nie jest tym udanym.*
  • awatar her morning elegance.: wiem, jestem taka męęska<3 kurde no, zawsze ja schodzę jak Ty wchodzisz na kompa. napisz mi kiedyś smsa czy coś, jak będziesz (ale przed 21:00). widzę, że masz ciężki czas, chciałabym przy Tobie być czy coś, bo tak przez internet to gówno zdziałam, jakbyś była jeszcze we Wrocławiu kiedyś to uprzedź, jeśli byś chciała oczywiście. i zgadzam się, 2012 jakiś lipny.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
nie, nie jest dobrze. wczorajszy dzien to jakaś porażka, choć zapowiadało się inaczej. malutko lekcji, odprowadzenie Kingi, niespodzianka dla Wiktorii, którą chorą odwiedzilam w domu w Jeżowie. Jezu, kocham tą wieś. zaskakujący i lekko przerażający sms od Kingi i sru na autobus, wracamy do JG. biegnąc te kilkaset metrów z przystanku do domu Kingi, myslałam że padnę na chodnik i umrę. dosyć cięzki plecak, kurtka, w ręce telefon i portfel, nogi, które wydawały się tak okropnie cięzkie, podwijająca sie sukienka. ale dobiegłam. wybiegła po mnie zaskoczona Kaja, która pogodziła się juz z K. tak siedzialyśmy we trójkę na jej łózku, głaskałyśmy psa, puszczałyśmy muzykę. i choć kiedyś mialam ogromną urazę do Kaji, ostatnio tak bardzo się zżyłyśmy, tak mi się to podoba. nie wiem, może ktoś zauważył, że gdy jesteś zły, łzy są tak cholernie gorące, jednak gdy zlatują w doł, płyną już po brodzie, policzkach, stają się zimne. Kingi strasznie mi szkoda i przkro mi, to mialo szansę się udać. było juz tak blisko, prawda jest taka, że sama sobie to komplikowała. i gdzieś tam w srodku wierzyła, ale bała się do tego przyznać. głupio mi potwornie, gdyż pojechałąm tam, by pocieszać, a sama byłam pocieszana. po pytaniu 'a ty Amanda, jak sie czujesz ?' połozyłam się na nich obu i ubrudziłam spodnie łzami i pewnie smarkami. 'Amanda, co się stało ? błagam, powiedz.' ale ja w tym momencie naprawdę nie chciałam. nie było to potrzebne. chwilami chciałam im wszystko powiedzieć, ale to nie był ten moment. kiedy jedna wyszła z pokoju, druga dopytywała i zwyczajnie się mną opiekowała. przypudrowałyśmy nasze zaczerwienione twarze, próbowalysmy odwrócic uwagę od załzawionych oczu i poszłyśmy. i gdy Kaja weszła do domu bo pieniądze, ja rozkleiłam się na ramieniu Kingi. i choć tak bardzo bałam się jej reakcji pocieszyła mnie i dała do zrozumienia, że jest ze mną. odprowadzilyśmy ją na zajęcia, same poszłyśmy po pomidory i chleb, a potem byłam jeszcze wyciągana na shake'a lub kawę w Mc. nie, przepraszam, naprawde nie mialam siły czy ochoty. ale musiałam się zgodzić chociaz na te pyszne lody. i tak, nie mogłoby się obyć bez spotkania Ciebie. widziałam, że zauważyłeś moje czerwone oczy, że zrobiłeś słodką minkę gdy nas zobaczyłeś. przytuliłeś najpiękniej na świecie. polizałeś loda. i nie pamiętam co jeszcze. pamiętam wkurwienie Kaji gdy Cie zobaczyła oraz to, że o mało nie zwymiotowałam. i wyszło na to, że mialam do domu wrócić po 13, a weszłam około 19. gdy mama mnie zobaczyła, nie pytala. nie robiła też awantur. tylko zrobiła mi obiad, którego i tak nie zjadłam. boję się. wszystkiego. boję się Maćka, boję się przenosić, boję się wieści od Kingi, boję się angażować i wciąz za Toba latać, boję się liceum, nauki, chemii, boję się o nas i przede wszystkim o siebie samą. dzisiaj Wrock, jutro marze o spotkaniu z Kają. ja nie mogę, wszystko się jakoś zjebało i każdy ma jakiś problem. to takie niepotrzebne. to takie przykre. jestesmy bezradni. wszyscy. i chyba nie zdajemy sobie jeszcze sprawy, że to dopiero początek.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
mama została prawie przekonana, jeszcze trochę ją pomęcze i się zgodzi. i w takiej sytuacji witamy nową szkołe, tylko nie mam pojęcia od kiedy. przyszly semestr, nowy rok szkolny ? może jeszcze wczesniej ? boje sie. nawet gdyby się udało to boję się jak cholera. reakcji ludzi, a już w szczególności nauczycieli. boję sie, że może być jeszcze gorzej. ryzykujemy ? chyba jednak nie zapomniałam. wszystko co dzisiaj zrobiłes było bardzo słodkie, nawet ten kutas markerem na mojej ręce. przytulasz najlepiej na świecie, ale minimalnie skróć włosy. jutrzejszy dzien poświęcam Kindze, piątek z Olą, sobota zakupy a w niedziele możliwe że wybierzemy się gdzieś jako nasza trójca. fajne mam z wami zdjęcia z dzisiaj. fajnie się zgubiłeś Adam, a nastepnie Kuba, który cie szukał. Kornelia jest cudowna, ojej. nic mi sie nie chce, zrobiony został tylko anglik. nienawidze tej szkoły. chce ten sweter. musze kupic buty. te niby zwyczajne slowa tak dogłębnie mnie zraniły. wygladałam dziś brzydko. czyli słowem, nie, nie jest absolutnie dobrze.
 

 
Kinga, kłamliwa menda, nie raczyla dzisiaj przyjśc do szkoły, a nie dowiedzialam sie o tym, gdyż zepsułam telefon (już działa !<3) do domu wróciłam jakies pół godziny temu, jestem padnięta, a i tak mam jeszcze tyyyyyle pracy. audycje, angielski, gegra, chemia, angielski prywatny, biologia. szczęsliwie, jutro brak wfu, godzinke mniej, ładna pogoda, droga do szkoły z moim kolegą. w sobotę Wroclove, can't wait!
brak debilnej, żałosnej, zamulonej matematyczki do konca tygodnia. bibliotekara psująca mi humor. poplamienie mojej pięknej koszuli. siedzenie na schodkach w centrum i jakże szczere rozmawianie z Olą, dziękuje. co jeszcze... doceniam powoli gimnazjum, błagam mame o zmianę szkoły w przyszlym roku, musze spotkać Daniela, by upewnić się, że to uczucie naprawdę wygasa.
Patrycja zaraziła, perdone.
 

 
a tak wgl to jestem naprawdę szczęsliwa i biorę wszystko w swoje ręcę.
 

 
tak naprawdę to minęły trzy dni od ostatniego wpisu a tyle rzeczy się zmieniło jakby upłynęło kilka tygodni. tak trochę zjebałam sprawę, zachowywałam się nieodpowiednio i nie myslałam o konsekwencjach, które dotknęły mnie wczoraj. tak nie chciałabym tego stracić. to nienormalne, to tylko tydzien i jeden czy dwa dni, a więź wydaje się porównawalną z taką, która trwa miesiącami. strasznie zrobiło mi się głupio i nie mogłam zasnąć, choć to pewnie dodatkowa zasługa kaszlu i kataru. pomimo takiej niezręczności, uczucie było prawie miłe, które dawno mnie tak szczerze i dobitnie nie spotkało.
wczorajszy dzien słodki, z Wiktorią. niesamowicie wychodzi na zdjęciach, cieszę się, że ją o nie poprosiłam. fajny obiad, czyli jego brak a i tak przytyłam. jutro jakieś jebane badania, więc spiełam dupę i biegałam po schodach w górę w dół, a jedynym posiłkami były jogurt, 2 herbaty, ciastko i 4 śliwki. Kinga mnie zajebie jak przeczyta i wygłosi kazanie, że sama tak niegdyś jadała. nie, nie zajebie. 'zrobi z dupy jesień średniowiecza, chińską porcelanę lub z mordy galaretę' hahaha. fizyka okazała się dziś zadziwiająco prosta i została odrobiona od początku do konca przeze mnie. na pocieszenie Kaji zrobiłam ciasteczka, które jutro jej podaruję. nie jestem żadną perfekcyjną panią domu, ale wyszły przepyszne, mniam mniam ! z Kają sytuacja przykra, bo wszystkie miałyśmy nadzieję, że tak, to teraz, uda się. a tu bum, ciach i płacz. wiadomo, nadzieja umiera ostatnia, nie wiem jednak czy nie lepiej byłoby zwyczajnie odpusic. znaczy, wiem to, ale nie powiem tego biedaczce, która wciąż pamieta jego zapach.
powiedzenie tego byłoby po prostu głupie, chociaz tak własnie się ostatnio zachowuję. z powodu luźnych piąteczków poszlismy w kilka osób do drugiego LO, tam gdzie prawie wszyscy z naszej byłej kochanej klasy. musieliśmy przesłodko wyglądać siedząc tak w słonku na bieżni, śmiejąc się, robiąc posejdony, żółwie, rzucając plecakami. nie powinnam proponować Pawłowi szwędania się po miescie, nie powinnam częstować go pączkiem, nie powinnam pozwolić mu mysleć to co mysli. o ja beznadziejna koleżanka. w życiu nie przyszłoby mi to jednak do głowy, że mój 'brat' z pierwszej gimnazjum mógłby.. ten. co do tej niezapowiedzianej wizyty w II to miło było widziec ich radość gdy nas zobaczyli. ośmieszyłam się tylko wpadając na Karolcie i niechcący depcząc jej po białych butach. przepraszając ją zauważyłam w niej cos wiecej niż wypindrzyną laskę, ona jest zwyczajnie piękna. umysł mówił mi, że idę do kolegów ale prawda jest taka, że bardzo chciałam go spotkać. mój humor był naprawdę dobry, gdybym tylko go zobaczyła nie miałabym oporów by podejść i nawet rzucić się na szyję. nie widzieliśmy się od początku września co sprawia, że powoli zapominam. nie ćwiczymy sobie jutro z K. na wfie, my pro elo ziomy. mamy beke z tego miasta, z Ewki, z Filipa, czyli osób, które dla równowagi są w naszej klasie, bysmy nie byli za fajni.
jedna z bardziej nieogarniętych notek ale tak ma byc. ja mam wiedzieć co i jak. jutro zabobrze, wtorek miacho + fontanny, środa cieplice, czwartek ? piątek Kinia a reszta nie wiem, za daleko jeszcze. dni zlatują jednak bardzo szybko, co z pewnością jest zasługą kolegów z 3 ławki, hahaha<3.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
tak jak zazwyczaj mogłam pochwalic się bardzo dobrą odpornością, tak teraz siedzę w 2 bluzach, leginsach i dresach. raz gorąco, raz zimno ('Amanda, może to ciąza ?'. nos za moment mi eksploduje, kręgosłup pęknie a gardło zostanie zdarte do końca. jutro jak zwykle luźny piateczek, potem tez sympatycznie ziomki. sobota może być zajeeeeebista, byleby była pogoda (BŁAGAM) i katar się odczepił. Magda i Weronika to super dziewczyny, nie mowię tu nawet o Adamie, Arku czy nowym koledze Maćku. po prostu nie mam pojęcia jak po 3 dniach znajomości udało mu się namówić mnie na zwierzenia. i gdyby nie pewne szczegóły mogłabym zostać posądzona o zauroczenie się w nim. kocham jego umiejętnośc zmieniania mojego humoru o 180 stopni w lepszą stronę, oczywiście. po pierwszej wywiadóweczce, bez lańska jeszcze. jutro zdjęcia klasowe, więc budzik nastawiłam na 5 minut wcześniej. tak bardzo lubię się cieszyc szczęściem innych, jednak radość z własnego szczęscia jest równie mile widziana. oh, my hejterzy pani od matematyki. oh, piąteczko z polaka ! niby dobrze, ale w sumie jeszcze nie do końca. liczę na rozwiązanie się wszystkiego do konca września, taki czas zresztą ustaliłam sama ze sobą. Kinia da radę, wszyscy to wiemy, i Magda, i z Olą i Wiciem i Wiktorią też będzie w porządku. szukam butów. słucham Coldplay. dbam o włosy jak nigdy dotąd. oglądam głupie tvn-owskie seriale, w międzyczasie czekania na "Plotkarę" *(08.10, 08.10, 08.10 <3)* i choć początkowo tak bardzo żałowałam wybrania tej a nie innej szkoły, to chyba się ustabilizowało. gdybym miala drugą szansę nie wiem co bym wybrała, ale nie mam już przynajmniej mysli o przeniesieniu się. Maks to największa ciota na świecie. wgl to niby Muzyczna, niby obowiązki a na lekcjach pojawiłam się 5 razy, niedobrze. Coldrex powoli zaczyna działać, głowa już tak nie boli, wszystko ustaje.
chyba wszyscy są teraz jakoś tak zwyczajnie szczęśliwi i to jest taaaaakie słodkie.
 

 
'-Adam!.. - A nie dam.' czyli riposta roku, luuudzie, wpadlibyście na to ? moj nieduży notesik, w którym wcześniej wpisywałam rzeczy typu 'zadzwonić do Oli, kupić eyeliner' zapełnił się notkami w stylu 'SPRAWDZIAN - ANGLIK - CZWARTEK, praca na plastyke, KALKULATOR'. ta cudowna diagnoza z bioli nie taka cudowna się okazała, 4-, spodziewałam się wyższej. jutro z matmy, Chryste, w czwartek z historii. naprawdę nie umiem z tego przedmiotu nic i to nie tylko ze względu na moj brak zainteresowania datami i postaciami, ale także dzięki nauczycielowi w gimnazjum i jego totalnej olewce. dziękuję Ci kolego, za tego lizaka, bo naprawde poprawił mi humor i umylił lekcję matematyki. chociaż okłamałes mnie, nie truskawkowy a wiśniowy, joł. Thank God, że już od jutro ochłodzenie i nawet deszcz nie będzie mi tak bardzo przeszkadzał. kanapki najlepiej smakują w drodze do domu. w tym samym okresie czasu moj plecak jest najcięższy, szłam albo przechylona do tyłu albo prawie jechałam brodą po chodniku. za dużo rzeczy zalezy od jednej sprawy. czas powinnien płynąc wolniej, a ja się uspokoić i przestać zamęczać biednego Maćka moimi wywodami. z tymi obawami jestem totalnie żałosna i mowi mi to nawet Ola, ta, która cierpliwie przy mnie trwała i wspierała. i mam czas do końca września czy się biorę za siebie i nie odpuszczam, czy wręcz przeciwnie i dajemy sobie spokój. może w ten czwartek coś wypali ? tym razem musi, a wtedy i ja i Kinia będziemy najszczęsliwsze. a teraz jeszcze polak, matma i wos.
 

 
no i ponownie w szkole jest całkiem okej, a jakoś gdy z niej wracam to wszystko po staremu. dzisiaj dodatkowo ogromny fail, czyli to, że pomyliłam dni i straciłam pól godziny siedząc przed klasą w Muzycznej, by dowiedzieć się, że zajęcia są przeciez we wtorki. na fizyce prawie stanęło mi serce gdy kazał przeczytać mi zadanie domowe. kolejny zawał miałam podczas matmy, gdy jakiś debil do mnie zadzwonił. zabawne, że gdy wszyscy robili zdjęcia budynku szkoły, by moc na nie patrzec przy szkicowaniu, my robiliśmy sobie zdjęcia, dziubki, głupie miny a my i tak wyglądy cudownie<3 matma za Adamem i Arkiem to sama przyjemnosć. w koncu wróciła moja koleżanka z ławki z anglika, szkoda, że ze złamaną nogą, ale tam ! every day i'm buffeting, czyli oto jak spędzamy przerwy i zwolnienia z wfu.
dzisiejszy wieczór przeżywam raczej smętnie, ale mam nadzieję, że jutro wstanę z dobrym humorem. i niech mi ta kwoka odda spódnice bo nie mam się w co ubrać.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
*tak wiele chciałabym tu napisać, aaaaaaaaaaaa*
i wiecie co ? zrobię to, heheszki.
piątki mam zajebiste, bo to tylko 5 całkiem lajtowych lekcji. przyszłam jakoś wcześniej (szłam szybko żeby nie zamarznąć, 4 stopnie o 7.30 zawsze spoko), nie było ani jednej dziewczyny. co prawda ławeczka zapełniona, ale wcisnęłam się między chłopców, żartowaliśmy, obgadywaliśmy innych i dzieliliśmy się czekoladą (te automaty z gorącymi napojami to zimą najlepsza rzecz na świecie). to było takie zwyczajne, ale takie uprzejme, jakbyśmy się znali już kilka miesięcy a nie dwa tygodnie. pierwsza kartóweczka - historia - 3- i to w sumie nie jest ani wielkie osiagnięcie ani porażka. będzie lepiej. potem obiad (czyt. kebab) z Kinią i sru do jej domku. miło mi było, gdy poruszyła temat Daniela. chodzi mi o to, że unikała go jak ognia. bardzo rzadko zwierzałam jej sie jeśli o niego chodziło. "nie chciałam ruszać gówna, żeby ci się nie przypominało. myślałam, że łatwiej by ci przeszło." za troskę szczerze dziękuję, ale zwykłe pytanie nie zaszkodzi od czasu do czasu : ) *2 ŻARTY MIESIĄCA, ROKU, STULECIA HAHAHHAHA* : 1. "Amanda !" odwracam się. Kuba, który siedzi za mną na historii podaje mi pudełeczko, mowiąc, że mi wypadło. naklejona karteczka: 'dla mojej Amandzi. smacznego moja rybko, mama' yhym, okej. otwieram i co widzę ? jakąs śmierdzącą, uwędzoną rybę hahahahha. kocham was za to ;** trochę chyba popełniłam błąd wyrzucając ją do śmietnika w sali 308 ale co tam, hahahha. 2. zmiana nazwy kontaktu w telefonie Maćka z 'Adam' na 'mama' i z 'mama' na 'Adam'. i co zrobił Adam ? zadzwonił do Macka dwa razy w ciągu lecji + wysłał sms-a "widziałam jak chlejesz. nogi ci z dupy powyrywam." strach w oczach chłopaka był okropny, a jego wkurwienie po wytłumaczeniu mu wszystkiego, ogromne.
"-dziś 14 września ? -tak. -fuck, urodziny mojego taty." czyli bieganie i szukanie prezentu dla pana Tomka. w końcu weszłyśmy do Empiku i po ludzku kupiłyśmy płytę. i pogoda mi odpowiada. troszkę chłodno, lecz słonecznie. przechodząc obok parku czuje się jesień. i nie wiem czy to dobrze czy źle. najbardziej przeraża mnie fakt wcześniejszego zapadania zmroku. bo choć czasem to uwielbiam, to przestaje to byc zabawne gdy chodzisz samemu.
wczoraj się prawie udało. nie tak jak miało, ale było naprawdę w porządku. tak bardzo ciesze się szczęściem Kingi. możnaby powiedzieć, że w końcu, gdyz był okres, kiedy zwyczajnie zazdrościłam, a nie skakałam z radości na czyjeś dobre wiadomości. czyli tutaj jest okej. jutro nocka, mam nadzieję, ze nic mi nie rozwalą, bo będziemy sami tylko przez jedną noc, więc nie zdązyłabym ogarnąć jakieś szczególnego burdelu. tak, wśród zaproszonych są osoby z nowej klasy : ) Ania i Mati to taka śliczna para. nie wiem, dlaczego nie widze po niej szczególnego entuzjazmu. czasem aż przykro na to patrzeć, czułosci z jego strony i prawie obojętność u niej.
podsumowując, zabiegany weekend. jutro jeszcze basket basket na ratuszu, przygotowania i zapraszam. w niedzielę wyganiam te wszystkie gnidy, choć mam nadzieję, że ktoś zostanie i pomoże mi troszkę ogarnąć :c potem na obiad do mc może z Wiktorią, wtorek z Wiktorem i Arkiem, czwartek Karolina, a w weekend na pewno Jeżów z Wiktorią. i rozpalimy ognisko, napiszemy na karteczkach nasze problemy i puścimy z dymem. tak symbolicznie, ale kto wie jak to się skonczy ?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
nie mam nic ciekawego do powiedzenia. dzisiejszy dzien podobał mi sie, może pomimo tego, że strasznie zmarzłam i przemokłam, bo zapomniałam kurtki przed wyjściem. lubię moją klasę i wiem, że będziemy jeszcze prawdziwie zżyci. lubię Adama. i Arka. i Wiktora, i Filipa, i Weronikę, Anię, i Magdę, i Kubę. i drugiego Wiktora także. widzicie ? nawet imiona takie ładne, nieskomplikowane, dobrze o nich świadczące.trochę słabo pod względem matematyki, angielskiego i chemii, ale dam radę. wiem, że dam. dziś zgłosiłam się po raz pierwszy i to nie zgadniecie na jakim przedmiocie. POLSKIM, LOL. i jeszcze dobrze odpowiedziałam. moja duma nie znała granic, ta niewielka sala nie mogła jej pomieścić. w odrabianiu lekcji pomaga mi Kinga. przez telefon, hahaha. coś co normalnie zajęłoby nam około 30 minut, zajęło 1,5 godziny. "-<moje nazwisko>, rumunie. -no ja się myć idę. -kocham cię. -ja cię nie. hahahhahaha. taki joke. kocham bardziej niż myślisz !" takie tam, słodkie my. i wiem, że to co mówimy jest prawdą. dlatego nie mówimy tego codziennie, przy każdej lepszej okazji. to słowa święte, cholernie ważne i ogromne, inne od tych, których używamy tak zwyczajnie. ojej, Kinia, tak boję się, byś nie została zraniona. nie wydaje mi się, żeby to było możliwe, przynajmniej nie w najbliższym czasie, ale wiem jakbyś to przezywala. jak, mimo wszystko, delikatna jest Twoja psychika. wszystko będzie dobrze. już za jakieś 20 godzin. nie wiem za to, od czego to zależy, ale zwyczajnie nie przechodzą mi przez gardło dwa słowa. nie są wcale skomplikowane, na pewno poważne, ale nie trudne. "kocham Cię". napisać to żaden problem. ale ja wam tego nie wymówię, choćbym naprawdę chciała. i troszkę mnie to martwi. bawi mnie, gdy tak patrzysz, potem spojrzę ja i robię jakąś głupią minę, żeby nie było tak sztywno. w szkole mam dwóch ciekawych kolesiów - jeden wygląda jak kciuki, a drugi jak dżdżownica. cóż, różni ludzie są. mam straszną ochote na frytki, aż walnęłam je sobie na tapetę. aż chyba je sobie zrobię. ale to jutro. nie jestem jakas Patrycja, która wpada do mnie przed północą z pytaniem, czy chcę pierogi. i jasne, że odmawiam, ale zmieniam zdanie już po jej pierwszej namowie. i tak jemy sobie o 00:12, pamiętam. i rozmawiamy, plotkujemy, tłumimy śmiechy, by nikogo nie obudzić. i boimy się, gdy drzwi nagle same się uchylają, lecz już po chwili wchodzi kot, którego spokojnie głaszczemy gdy przechodzi obok. co z tego, że spałyśmy nieco ponad 4 godziny. co z tego, mama raz się obudziła i rano rzucała nam wymowne spojrzenia. skoro nam było tak dobrze leżeć na podłodze w kuchni, zapalając i gasząc świeczki, szukając ciekawcyh przepisów. jest tak nienormalnie normalnie. chyba dobrze.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
babka od anglika znacznie przesadza z ilością zadań oraz ich poziomem. nigdy nie miałam problemów z tym przedmiotem, byłam wręcz z niego naprawde dobra a tu bum i proszę, siedzę na kilku słownikach, regułkach gramatycznych, byle tylko jakoś to rozwiązać.
jutro ostry zapierdol, ogólnie żyję czwartkiem. na dobrą sprawę, nie powinnam. to dzień, który będzie nalezeć do Kingi. ale tak mocno go przeżywam. z całych sił staram sie jej pomóc, poczynając od porad kończąc na pożyczeniu koszuli, którą tak kocha. około 17 będę pewnie łazić po całym domu w tę i z powrotem, aż (mam nadzieję !) uspokoi mnie telefon od niej. albo wizyta, mile widziane.
dzięki za taką wakacyjną pogodę na początku tygodnia, ale wolałabym ją w sobotę, sobotę, sobotę.
byliśmy sobie dzisiaj, jedliśmy pyszne bulki z Brystolki, szaleliśmy na fontannach, zaczepialiśmy przechodniów, nagrywaliśmy filmiki, udawaliśmy skejtów, nawzajem puszczaliśmy sobie swoje ulubione piosenki, granie w kółko i krzyżyk bez użycia kartki, pisaka, czegokolwiek do pisania. '-się gra się ma ! -w co gra ?' czyli Amanda fail. mogliśmy iśc na blaszaka, ludzie, moze byłaby moja Sikorka ? szkoda, że gwiazdy zapisały go Zuzi, bo chętnie przygarnęłabym go pod moje skrzydełka (ja jebie...) nicola zawładnęła moim sercem, swoją niezdarnością, ciepłem, niezwykłą czułością, którą okazuje swojemu Rafałowi, stylem, kurcze, wszystkim.
jak na licealistkę wypłacanie pieniędzy z bankomatu sprawia mi zdecydowanie za wielki ubaw.
  • awatar her morning elegance.: jak na licealistkę - TO TAK POWAŻNIE BRZMI:ddd piękne jest to Twoje przejmowanie się Kingą.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 

ten tydzień zaczął mi sie naprawde dobrze, tak jak tego chciałam. może nie dziś, kiedy kilka osób pojechało na zawody, kiedy była diagnoza z biologii (bardzo łatwa mimo wszystko, jestem bardzo zadowolona !), może nie podczas fizyki z przerażającym nauczycielem z jeszcze bardziej przerażającym imieniem (LECHOSŁAW KURWA) w prze, przerażającej sali. to już prawie można nazwac zżyciem, a na pewno dobrym kontaktem. chętniej idę do szkoły, co niestety nie oznacza, że szybciej. pierwsza fala pracy za nami. wczoraj byłam całkiem wyczerpana, bo ze szkoły do domu, kanapka, przepakowanie sie i do Muzycznej. przesympatycznie, moi kochani ludzie, których widuję tylko w tym miejscu, którzy mają takie zajebiste poczucie humoru. i ten barszcz automatu, przyprawiony najlepiej na świecie<3 matma, chemia, angielski, polak i skype to niedobre połączenie.
pogoda dopisuje, może nawet aż za bardzo. Kinga zakochana i strasznie mnie to cieszy. kocha tak szczerze, tak prawdziwie a z drugiej strony tak niewinnie. w odpowiednim chłopaku, co tez jest ważne. wgl jakoś się tak ułożyło. w tym roku nie mam żadnych problemów z porannym wstawaniem, jestem wypoczęta i nie aż tak zrzędliwa. jest kurcze dobrze, nie w stu procentach, ale blisko.
jesteśmy sobie tacy sk8, za 2 godzinki lecę z wami misiaki robić rozrubę w mieście hihihihi. pozdrawiam tych co mają niemca i ich tysiące stron zadań domowych, hahaha. mam dzisiaj pyszny obiad. Patrycja jest w porządku, ale nie obraziłabym się gdyby już skończyła tę szkołę i nie musiała mnie podglądać na przerwach. moja pierwsza ocena LO jest bardzo ambitna - 5- na wfie z biegów. zespół ? nie ma go już tak naprawdę, artystycznie wyżywam się w domu przy pianinie oraz w Muzycznej. czekam na dzisiejszy zachód słonca. czekam na następną biologię. nie lubię czekać, ale dla Ciebie zrobię wyjątek
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Właśnie czekam sobie na Olę. Dziś akurat ładna pogoda więc możemy ruszymy nasze wielkie tyłki na dwór. namawiam ją na rolki, mam taką ochotę pojeździć po okolicach ! wczorajszy dzień również spędziłyśmy razem, u mnie, ale że padało i było raczej chłodno, cały dzień siedziałyśmy w moim pokoju, udając skejtów, podglądając naszych jeleniogorskich skejtów, oglądając filmiki z nimi, śpiewając. kilka razy popłakałam sie ze śmiechu a ja, ojej, tak to kocham ! szkoda, że jej mamuśka zawsze za szybko kończy dobrą zabawę. ale i tak panią pozdrawiam, bo zgarnęła mnie pani kiedyś gdy popylałam z Muzycznej do domu ! czasami spędzając dwa pełne dni z jedną osobą, byłabym zmęczona. zmęczona jej towarzystwem a pewnie i wymyślaniem nowych tematów. a tu one same sie garną i jeszcze nam mało !
o właśnie, Muzyczna. jutro wypadałoby juz pójść. uśmiałabym się gdyby sie okazało, że nie ma już planu czy miejsc. a potem bym się srała i latała i załatwiała ! bo mi naprawdę zależy, tylko czasem zwyczajnie o tym zapominam. śmieszne, jedyne co uświadamia mi to, że jutro wybieram się do szkoły to plecak, który leży obok i ksiązki rozwalone na biurku. gdzie te wakacyjne weekendy, które trwały tygodniami ?:c chyba zaczynam je doceniać i porządnie wykorzystywać.
zdjęcia z integracji podobają mi sie. podoba mi się też to jak jest teraz między mną a Kingą. podoba mi sie mój piękny sweterek, który w końcu wymieniłam na odpowiedni rozmiar ! nie podoba mi się zbieranie kasy na inny sweterek, ale co tam, będę taką sobie Oszczędną Amandą. wgl podoba mi się prawie wszystko co się aktualnie dzieje wokól mnie. zmiana obiektu westchnien Kaji, zrozumienie ze strony Kingi, nowe otoczenie, sympatyczna Patrycja. wiecie, brakuje mi jednej rzeczy. zwyczajnych, szesnatoletnich uniesień, prawdziwego zakochania z wzajemnością, pocałunków, uczucia, że masz dla kogo wstac rano i się uczesać, ładnie ubrać, uczucia, że komus się podobasz i jesteś ważna. od liceum oczekiwałam właśnie tego, ale głupia byłam myśląc, że zdarzy się to z dnia na dzień.
przyszedł mój misiak, żegnam więc i ogłaszam, że mam wielką ambicję Cię poznać. i uda mi sie, joł !
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Liceum mnie nie bawi. nie mam absolutnie zachwycającej klasy i raczej cięzko mi z nimi nawiązac kontakt. nie wiem jak to powinno wyglądać, jak powinniśmy być już żżyci, wgl nie pamiętam pierwszych dni gimnazjum. historia to tragedia, pomimo naprawde dobrego nauczyciela. matematyczka jest nowa i trochę się nas boi. polonistka niby jest okej, lecz jej upierdliwośc doprowadza do szału. katecheta bije wszystko.
strasznie dzisiaj zmarzłam, zalewdwie kilkanaście stopni i z pewnością nieodpowiednie buty. wymieniłam za maly sweterek na (mam nadzieję !) odpowiedni rozmiar, więc jestem szczęsliwa. z jednej strony chcę rzucić sie w ten wir pracy, który wiem, że czeka mnie już wkrótce, z drugiej jednak nie chciałabym musieć tyle sie z tym męczyć. Muzyczna mnie jeszcze nie widziala, naprawdę nie mam siły nawet iść i się zapisać.
chętnie poznam kogoś nowego, no dawać.
chętnie zafunduję ci bilet na koniec Polski, skorzystasz ?: )
 

 
*to wszystko jest taaaaakie dziwne.*
na tych warsztatach nie poznałam dokładnie wszystkich, nawet tych, którzy są ze mną w klasie. poznała ich za to Kinga, która akurat w tamtym momencie odłączyła sie ode mnie. dziwnie bym sie czuła, gdybym zwyczajnie podeszła, po czterech dniach i zaczeła się przedstawiać. tak bardzo chciałabym Cie złapac w drodze na autobus, bo wiem, że odjeżdżasz z tego samego przystanku co ja. złapiemy się.
i błagam, trzymac kciuki za jutro. to cholernie ważne.
 

 
nie przepadam za jakimiś grami integracyjnymi, wstawaniem i mówieniem coś o sobie, rywalizacji między klasami w głupich konkurencjach. o dziwo na warsztatach tak nie było. były wesołe zabawy, zapoznawaliśmy się w sympatyczny sposób, kto z kim i kiedy chciał. wszystko okej, nawet obiad dobry, dzięki tylko, że usyfiłam sobie buty na 'krótkim i prostym' 2 godzinnym spacerku.
jasne, że nie obyło się bez problemów czy dąsów. mam dosyć takiego zachowania. i wiem, że wina leży i po mojej i Twojej stronie. aż mnie dzisiaj Bartek o nas pytal. i uratowała mnie Wiktoria, bo jego natarczywość była nie do zniesienia. kocham Cię chłopaku z całego serca, Twoje poczucie humoru, chamskość, teksty i olewkę na to, co inni myslą, ale naprawde nie wiesz kiedy się powstrzymać, a tego nie lubię.
wszyscy mają aktualnie jakieś problemy, kurcze. i jestem tak okropnie bezradna. nawet w stosunku do swoich. nie chce tez by nachalna, a z jednej strony obojętna, więc pytać, nie pytać ? i tak strasznie chcę pomóc, chciałabym być taka Amanda Dobra Rada, ale nie potrafię, noo. nie potrafię nawet normalnie podać ręki i zapoznać się z paroma chłopakami z klasy, joł joł.
tak, tak strasznie się ich wstydziłam, tego że popatrzą na moje źle ułożone włosy, że przyjrzą się i dojrzą, na jakim niskim poziomie znajduje się moja uroda, dopatrzą się wielu niedoskonałości. takie hamulce nie powinny istnieć. ciekawe ile przyjaźni, miłości, zarzyłości nie utworzyło się przez takie własnie nastawienie. wiec od jutra tak bardzo staram się je zmienić, z pomocą mojej idealnej i myślę, że naprawdę najlepszej przyjaciółki, której rady są niezastąpione. razem damy radę, prawda ? musimy. powiedz, że tak.
"mamy takich fajnych chłopaków na roczniku, w klasie, korzystaj z tego. poznaj ich, daj się ponieść emocjom. nie panikuj i nie uprzedzaj się. to najlepszy sposób by zapomnieć o Danielu, ktory i tak już nic dobrego Ci nie da. choćby nawet chciał." aż sobie napisałam na kartce i leży w jednym bezpiecznym miejscu.
 

 
*kto by pomyslał, że już po pierwszym dniu bede umierac ze zmęczenia pod kocem w moim łóżku ?*
sam dzień w szkole nie był taki męczący (i wcale nie byłam głodna, kanapkę jadłam w drodze do domu, choć zwykle znikała koło 3 przerwy !) klasa - juz mi przeszło, heh. raczej normalna, niesmiałośc chłopaków naprawde mnie irytuje, miejmy nadzieję, że na jutrzejszych warsztatach lepiej się poznamy, oswobodzimy. co do warsztatów: jak wstanę rano to będzie pół sukcesu. musze wypić mocną kawę, tkóra postawi mnie na nogi i sprawi, że będe pogodniejsza.
trafili mi sie najlepsi nauczyciele w szkole, nie żartuję. nawet polonistka. i tak mi nawet świtała mysl, że się nam bedzie dobrze pracować. a ja zdam maturkę na 65 %. a i raczej moge pożegnać się z 6 z matmy, nie ze względu na srogość nowej nauczycielki, a na to, że jest po prostu normalna i sprawiedliwa, hahaha.
podejdź i nie wstydź się, porozmawiaj ze mną, noo. bo ja się wstydzę. lubię tę szkołę. nawet wtedy gdy jest tyle ludu, że musimy ich z Kinga brac z bara, joł.
nie znam naprawdę dobrej, konkretnej odpowiedzi na pytanie czego mi brakuje. a takie mam właśnie uczucie. po prostu puste miejsce, wśród innych - zapełnionych. a może i wiem ? tak, wychodzenia z klasy z entuzjazmem, natłokiem rozmów. siedzenia na balkonie i całusków. stawiania sobie nawzajem jedzenia w bufecie szkolnym. chce to jak najszybciej wypełnić. to by wszystko wtedy było idealnie. proszę.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›